Pakujesz narty, buty i kurtki do boxu na dachu i ruszasz w góry. Licz się z tym, że przy 130 km/h auto spali około litra więcej na każde 100 km. W teście ADAC przyrost wynosił od 0,94 do 1,29 l/100 km. Pusty box po powrocie nadal stawia opór powietrzu, więc zdejmij go z dachu.
Co dokładnie zmierzył ADAC
Liczby pochodzą z porównania boxów dachowych, które ADAC opisał w komunikacie z 26 lutego 2020 r. Testowym autem był Volkswagen Touran 2.0 TDI jadący 130 km/h. Bez niczego na dachu palił 6,1 l/100 km. Z boxem zużycie wynosiło od 7,04 do 7,39 l/100 km, zależnie od modelu pojemnika.
Średnio spalanie rosło o ponad 18 procent. To spory skok, ale dotyczy konkretnego auta i konkretnej prędkości. Wynik nie mówi nic o jeździe po mieście, o rowerach na dachu ani o samochodzie elektrycznym. Traktuję go jako skalę zjawiska na autostradzie, a nie jako wyrok dla mojego auta.
Jeśli chcesz sprawdzić własny samochód, nie porównuj zimowego wyjazdu na narty z boxem z letnią trasą bez niego. Inna pogoda, ruch i obciążenie zmieniają wynik, więc nie da się wtedy przypisać całej różnicy samemu pojemnikowi. Zapisuj trasę, warunki i konfigurację dachu przy zwykłych tankowaniach. Nie urządzaj prób prędkości, żeby odtworzyć cudzy test.
Ile dopłacisz do wyjazdu na narty?
Do rachunku potrzebujesz trzech rzeczy: całego dystansu z boxem na dachu, przyrostu spalania w litrach na 100 km i ceny litra. Wzór jest prosty: dystans dzielisz przez 100, mnożysz przez przyrost i przez cenę. Liczysz drogę tam i z powrotem, bo box jedzie z tobą przez cały wyjazd.
Przykład: 800 km w obie strony i przyrost 1 l/100 km to 8 l paliwa więcej. Przy przyroście 1,5 l/100 km wychodzi już 12 l. Przy umownej cenie 7 zł/l daje to odpowiednio 56 i 84 zł dopłaty.
Tych 7 zł nie traktuj jak ceny ze stacji, to tylko liczba do pokazania metody. W jej miejsce wpisz kwotę z ostatniego paragonu za diesla albo benzynę, bo właśnie ona decyduje o twojej dopłacie. Dłuższa trasa podnosi koszt proporcjonalnie: 1000 km zamiast 500 km to dwa razy wyższa kwota.
Wynik zapisuję osobno od ceny zakupu albo wypożyczenia boxu. Zestaw kupuje się raz, a paliwo płaci się przy każdym wyjeździe. Gdy wrzucisz obie kwoty do jednego worka, trudno ocenić, ile naprawdę kosztuje sam przejazd.
Pusty box wciąż stawia opór
Po powrocie z gór łatwo wyjąć narty i zostawić box na dachu na następny raz. Kłopot w tym, że opróżniony pojemnik ma ten sam kształt i dalej stoi w strumieniu powietrza. Hyundai Polska, tłumacząc wpływ wyposażenia dachu na aerodynamikę, zaleca zdjęcie nieużywanego zestawu po podróży.
Nie ma przy tym danych, ile dokładnie kosztuje jazda z pustym boxem albo z samymi belkami. Dlatego nie odejmuj w głowie połowy dopłaty tylko dlatego, że w środku nic nie ma. Szum powietrza też nie jest pomiarem spalania. Jeśli box nie wiezie bagażu, nie daje żadnej korzyści, więc jego miejsce jest w garażu, a nie na dachu.
Krótka lista przed montażem
- Limit dachu minus belki i box. Ładowność pojemnika to nie to samo co dopuszczalne obciążenie dachu. Od limitu z instrukcji auta odejmij masę belek i pustego boxu, a dopiero resztę przeznacz na bagaż.
- Limit dynamiczny. Liczy się nośność w czasie jazdy, a nie statyczna, podawana dla postoju.
- Nośność belek i boxu. Bagażnik bazowy i sam pojemnik mają własne ograniczenia, o czym przypomina Thule Polska. Trzeba zmieścić się w każdym z nich.
- Wysokość auta. Z boxem samochód jest wyższy. Sprawdź to przed wjazdem do garażu podziemnego albo na parking z ograniczeniem wysokości.
- Zgodność elementów. Box potrzebuje dobranej podstawy, więc przed zakupem lub wypożyczeniem zbierz instrukcje auta, belek i pojemnika. W razie wątpliwości poproś o pomoc sprzedawcę albo montażystę.